O autorze
Absolwent Uniwersytetu Humboldta w Berlinie na kierunku psychologia, działacz społeczny i polityczny, w latach 2011 - 2013 członek Polskiej Partii Socjalistycznej

Zielony Wrocław jest możliwy!

Takie wrażenie można było odnieść po pierwszym spotkaniu konsultacyjnym służącym wypracowaniu strategii rozwoju i nowego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Wrocławia pt. "Wrocławskie Forum Zieleni i Środowiska", które odbyło się 10 października 2015 w Centrum Rozwoju Zawodowego "Krzywy Komin". Mimo wczesnej sobotniej pory zainteresowanie wrocławian było na tyle duże, że część przybyłych musiała przysłuchiwać się wykładom na stojąco. Ale nic dziwnego: kondycja zieleni w naszym mieście ma bezpośrednie przełożenie na jakość życia, a wystąpienia prelegentów stały na bardzo wysokim poziomie merytorycznym i rozrywkowym.

Pani dr Elżbieta Szopińska z Uniwersytetu Przyrodniczego przypomniała, że zieleń w mieście może przyjąć różne formy przestrzenne. Mamy więc zieleń niską i wysoką, która występuje w obiektach punktowych, liniowych lub powierzchniowych. Obok formy zieleń możemy też rozróżniać w zależności od funkcji, wyróżniając tu funkcje rekreacyjne, przyrodnicze, ekologiczne, klimatyczne czy estetyczne. Pani dr Szopińska zwróciła uwagę na to, że wiele po mistrzowsku zaprojektowanych układów zieleni jest nienależycie pielęgnowanych, co jest szczególnie przygnębiające, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że są to już dojrzałe kompozycje zieleni, których utrzymanie jest zdecydowanie mniej kosztowne od zakładania nowych terenów zielonych, nie mówiąc już o czasie potrzebnym do wykształcenia się nowej zieleni wysokiej. Nie znaczy to oczywiście, że możemy się ograniczać do rewitalizacji starych tras spacerowych czy kąpielisk. Trzeba całkowicie zmienić podejście do kształtowania terenów zielonych na nowo budowanych osiedlach. Mimo wymogu przeznaczenia co najmniej 25% terenu na powierzchnię aktywną biologicznie, realizacja tej normy w praktyce pozostawia bardzo wiele do życzenia. Często są to pojedyncze plamy zieleni, np. trawa na stropie garażu podziemnego, bez większej wartości ekologicznej czy estetycznej. A przecież zieleń osiedlowa to jest zieleń najbliższa nam, zieleń, z którą mamy styczność codziennie. Dr Szopińska zaapelowała też o zakładanie nowych obiektów zieleni w miejscach pracy i przy placówkach usługowych. Tu też możemy nawiązać do wrocławskiej tradycji pięknych kompozycji zieleni w otoczeniu szpitali czy nawet fabryk. Odnosząc się do przestrzennej struktury zieleni miejskiej, dr Piotr Reda, reprezentujący Stowarzyszenie Architektów Krajobrazu, podkreślał walory terenów "nie idealnych". "Powinna (ona) stanowić spójny system, zarówno obiekty kształtowane pod kątem funkcji użytkowych, społecznych, rekreacyjnych, też funkcji klimatycznych, stwarzające nam odpowiednie warunki do życia i pracy w tym mieście, ale też powinien móc zapewniać to środowisko do życia innym organizmom, które w tym mieście chcą być i które dla nas są pożądane." Ludzie w coraz większym stopniu poszukują przyrody dzikiej, nienaruszonej, dziewiczej, którą na terenie Wrocławia możemy spotkać np. w formie lasów i łąk zalewowych. "Jak kiedyś wielu z nas siedziało przed telewizorami i jadło chipsy, tak teraz coraz więcej osób wychodzi na nordic walking, na rowery, na spacery, na bieganie z dziećmi, z rodziną, z psem, z kotem, z czym kto ma i kogo kocha." Nie tylko ludzi ciągnie do przyrody, natura wraca też do miast. O ile okres industrializacji odznaczał się ucieczką przyrody z miasta, o tyle obecnie wiele gatunków zwierząt - kruki, dzięcioły, bieliki - tracą dystans do człowieka i z powodzeniem mieszkają na terenach silnie zurbanizowanych. Dr Reda nakreślił bardzo ważne wyzwanie w kontekście estetyzacji terenów zielonych. Wiele z obecnie stosowanych roślin ozdobnych, importowanych z innych części świata u nas przeradza się w gatunki inwazyjne. Zaliczyć można do nich np. kasztanowiec czy dąb czerwony. Wypierają one nasze rodzime gatunki i zubożają różnorodność biologiczną.



Kolejne dwa wystąpienia były poświęcone gospodarce wodnej. O ile Tomasz Kurzewski skupił się na wykorzystaniu Odry jako szlaku wodnego służącego turystyce i transportowi towarów, o tyle pani prof. Alina Drapella-Hermannsdorfer z Politechniki Wrocławskiej przedstawiła zasady błękitnej strategii dla Wrocławia, będącej odpowiedzią na wyzwania stojące przed Wrocławiem w związku z postępującymi zmianami klimatycznymi. Z wystąpienia T. Kurzewskiego mogliśmy się dowiedzieć, że Wrocław jest jedynym dużym polskim miastem, połączonym z europejską siecią dróg wodnych. Zawdzięczamy to kanałowi wrocławsko-berlińskiemu. Obecnie na odcinku Brzeg Dolny - Bytom Odrzański co prawda żegluga jest niemożliwa z powodu zbyt niskiego stanu wody, ale do 2018 r. to się zmieni. Umowy międzynarodowe zobowiązują Polskę do umożliwienia żeglugi jednostkom o zanurzeniu do 1,7 m na całej długości Odry od Szczecina aż do Raciborza już w roku 2020. Stan zaawansowania prac na odcinku między Malczycami a Wrocławiem napawa optymizmem. Rezultatem prowadzonych prac będzie możliwość swobodnego dotarcia do Wrocławia - zarówno dla transportu pasażerskiego, ale też towarowego - w ciągu 3 lat. Pan Kurzewski przekonywał, że doświadczenie innych nowo otwartych szlaków wodnych pokazuje, że generują one lawinowy wzrost turystyki wodnej. Osobiście spodziewa się, że rocznie do Wrocławia przybywać będzie kilka tysięcy łodzi żeglugowych. "Wrocław jest narażony na (istny) najazd Hunów." Potrzebujemy we Wrocławiu jeden gigantyczny port na kilkaset łodzi, który już jest w budowie oraz zdecydowanie bardziej rozbudowaną, małą infrastrukturę przybrzeżną, np. paliki do mocowania łodzi z możliwością podłączenia prądu, wody i odprowadzenia nieczystości. Potrzebne są też nowe formy usług, np. catering "na łódź", oferowany przez restauracje położone nad brzegiem Odry. Turysta "z łodzi" jest bardzo pożądanym turystą, dlatego opłaca się przygotować na jego przyjęcie. Jednym z niezbędnych, zdaniem pana Kurzewskiego, elementów takich przygotowań jest ścisłe połączenie sieci dróg rowerowych z portami i miejscami do cumowania, bo rower jest głównym środkiem lokomocji używanym przez miłośników żeglugi na lądzie. Pani prof. Drapella-Hermannsdorfer uzmysłowiła przybyłym skutki zmian klimatycznych, które już doświadczamy. Z jednej strony wody będzie brakować, z drugiej strony miasto musi się przygotować na coraz częściej występujące anomalie pogodowe w postaci ulewnych deszczy. Należy połączyć infrastrukturę błękitną i zieloną w system przechwytujący wody opadowe i magazynujący je celem późniejszego uzdatnienia. Na system taki składałyby się zielone dachy i elewacje, mała retencja, również z wykorzystaniem dróg i tras rowerowych, cysterny i inne zbiorniki wodne oraz lokalne stacje uzdatniania wody i oczyszczalnie. System tego typu został już opracowany dla Łodzi, Wrocław pod tym względem jest 30 lat do tyłu. Kończąc swoje wystąpienie, pani profesor wezwała do powołania okrągłego stołu wodnego, żeby w końcu przezwyciężyć administracyjne podziały kompetencyjne.

Najbliższy obszarowi polityki lokalnej, na którym ja się dotychczas skupiałem najbardziej, czyli kształtowaniu zachowań komunikacyjnych, był wykład pana Cezarego Lejkowskiego, reprezentującego EIT+ i Climate-KIC. Podkreślał on wielokrotnie, że naszą największą słabością są przyzwyczajenia. Jeżeli ich nie zmienimy, nie pomoże nawet najlepsza infrastruktura. "Jeżeli my sami nie zmienimy swojego sposobu funkcjonowania, podróżowania, ogrzewania i wielu innych elementów, to cała najlepsza infrastruktura nic nie da.". Dotyczy to zarówno osób prywatnych jak i podmiotów gospodarczych. Nasz przemysł nadal wykorzystuje od czterech do pięciu razy więcej energii w przeliczeniu na wydajność produkcyjną. "Nas nie stać na to, żebyśmy marnowali takie ogromne ilości energii, przy okazji zanieczyszczali powietrze i klimat." Szczególnie jako niezamożne społeczeństwo musimy postawić na efektywność energetyczną, żeby móc zoptymalizować sieci przesyłowe i zacząć oszczędzać na mniejszej konsumpcji energii. Nadal wiele osób korzystających z piecy na opał stały używa je do spalania wszelakich śmieci i odpadków, przyczyniając się do przekroczenia dopuszczalnych stężeń rakotwórczych związków chemicznych w atmosferze. Kolejnym źródłem tzw. niskiej emisji są spaliny samochodów. Kiedyś najbardziej uciążliwym skutkiem ubocznym ruchu ulicznego były odchody końskie, dzisiaj są to spaliny z rur wydechowych. Pan Lejkowski wyraził nadzieję, że niebawem uporamy się z tym problemem dzięki samochodom elektrycznym i wodorowym. W Oslo większość osób mieszkających poza granicami miasta, a dojeżdżających do Oslo w celach zarobkowych samochodem, używa pojazdów o napędzie elektrycznym. Są one zwolnione z opłaty za wjazd do centrum, mają darmowe parkingi, na których bezpłatnie mogą ładować swoje baterie. Przy odpowiednio zaawansowanej technologii magazynowania energii właściciel takiego samochodu mógłby po powrocie z miasta pokrywać część zapotrzebowania własnego domu na energię za pomocą baterii naładowanych w centrum. Jeszcze bardziej perspektywiczną strategią jest rozwój komunikacji zbiorowej i rowerowej. W Kopenhadze ponoć ciągłym tematem debaty publicznej jest niedobór miejsc do przewozu rowerów w kolejce podmiejskiej, mimo że jest ich oczywiście mnóstwo. Prelegent przypomniał, że pakiet klimatyczny to dla Polski nie tyle zagrożenie, co ogromna szansa na nowe miejsca pracy, rozwój własnej myśli technicznej na światowym poziomie, niezależność energetyczną i rozwój małej i średniej przedsiębiorczości. Ale kluczem jest zmiana przyzwyczajeń: "Naszą narodową przywarą jest to, że uwielbiamy narzekać i krytykować. Każdy to potrafi, nie chcę powiedzieć, że każdy głupi to potrafi, ale każdy to potrafi, natomiast zmieniać na lepsze, wprowadzać w praktyce i pokazywać te rzeczy i przekonywać innych do dobrych rzeczy, a nie tylko do krytyki, już nie każdy potrafi." Jak nie trudno sobie wyobrazić, wykład ten przyjąłem entuzjastycznie. Niestety nie mogę tego powiedzieć o następcy. Był nim dr Jerzy Ładysz z Politechniki Wrocławskiej. Starał się on wykazać, że Wrocław już jest trzecim miastem pod względem jakości życia wśród 13 największych miast w Polsce. Miałby o tym świadczyć poziom bezrobocia, PKB na mieszkańca czy dobry stan finansów miasta. Szczególnie to ostatnie budzi chyba nie tylko moje wątpliwości. Dr Ładysz przekonywał też do tego, że dopiero fachowa wycena finansowej wartości terenów zielonych umożliwi nam uzmysłowienie sobie, że warto w to inwestować. Nie wątpię, że prelegent miał tu jedynie dobre intencje, ale dla mnie sama wizja wyceny parku czy trasy spacerowej jest dość makabryczna. Ekonomizacja życia społecznego nie może być sensem sama w sobie. Czy jeżeli obliczymy, że zwiększenie udziału terenów zielonych tak pozytywnie wpłynie na zdrowie wrocławian, że przy uwzględnieniu kosztów dla systemu emerytalnego to się nie będzie opłacać, to zaniechamy działania na rzecz rozwoju terenów zielonych w naszym mieście? Oczywiście, że dr Ładysz nie miał na myśli takich rynkowych wynaturzeń, ale wartość niematerialna terenów zielonych jest tak ogromna, że każda próba uchwycenia jej za pomocą konkretnej kwoty pieniędzy będzie niedoszacowaniem. Chyba, że mówimy o nakładach na coroczną pielęgnację albo tworzenie nowych terenów zielonych, ale to są inwestycje, nie wartość danego obiektu przyrody. Nieco inne podejście do kwestii finansowych zademonstrował pan Grzegorz Romai z Urzędu Miasta. Zasugerował on, że studium powinno wprowadzić zróżnicowanie oceny ukształtowania powierzchni aktywnej biologicznie. Może obszar traw należałoby mnożyć przez wskaźnik 0,5, a zdecydowanie droższe drzewa przez 1,1 albo 1,25? To zachęcałoby inwestorów do stawiania na bardziej zaawansowane obiekty zieleni. Osobiście uważam tą propozycję za godną rozważenia. Pan Romai wskazał na rosnącą popularność najbardziej zorganizowanych form zieleni w mieście, np. Ogrodu Japońskiego czy zoo. Jego zdaniem studium powinno wprost wymienić konkretne zamierzenia inwestycyjne w odniesieniu do zieleni zorganizowanej, np. budowę ogrodu chińskiego czy zielnika. Ważną kwestią do rozwiązania jest dostępność terenów wodonośnych. Czy można je otworzyć na użytkowanie jako akwen do uprawiania kajakarstwa? Jak wykorzystać w przyszłości tereny irygacyjne? Studium powinno dać na to odpowiedź. Na zakończenie pan Romai wspomniał o oświetleniu ulicznym. Winno ono uwzględniać specyfikę miejsca i nie zaburzać cyklu przyrody.

Ostatnim obliczem zieleni miejskiej, któremu przyjrzeliśmy się wspólnie podczas porannego cyklu wykładów były ogródki działkowe i tereny rolnicze. Wpływ ogródków działkowych na warunki klimatyczne w centrum Wrocławia jest kolosalny. Jak mogliśmy się dowiedzieć z wykładu pana Przemysława Bąbolewskiego z Uniwersytetu Przyrodniczego, 1400 ha z 4890 ha terenów zielonych we Wrocławiu to właśnie ogródki działkowe. Bez nich fenomen tzw. wyspy ciepła w centrum byłby zdecydowanie bardziej dokuczliwy. Ale nie można sprowadzać ich jedynie do funkcji klimatycznej. Umożliwiają one mieszkańcom miasta kontakt z naturą i utrzymują bioróżnorodność na wysokim poziomie. Przede wszystkim dostarczają zdrowych warzyw i owoców. Na działkach bardzo rzadko dochodzi do stosowania chemicznych środków ochrony roślin, najczęściej mamy do czynienia z zamkniętym obiegiem przy wykorzystaniu kompostu, a brak konieczności transportowania warzyw i owoców powoduje, że ich uprawa odznacza się wyjątkowo niskim śladem węglowym. Podobnie jest z gruntami rolnymi, o których zachowanie apelował dr Artur Kwaśniewski z Politechniki Wrocławskiej. Jego zdaniem obecne studium zagospodarowania podporządkowane jest paradygmatowi z lat 50-tych ubiegłego stulecia, wedle którego wszystko można racjonalnie podzielić na funkcje, zieleni przypisując jedynie funkcje rekreacyjne i buforowe. "Paradygmat zrównoważonego rozwoju przywraca prestiż rolnictwu w granicach miasta." Pożyteczność tych terenów nie objawia się jedynie w postaci produkowanej na nich żywności. Mają też funkcję przedpola dla parków przyrodniczych i rezerwy terenu. "Nie wiemy, co będzie potrzebne w mieście za 30, 50 czy 100 lat. Nie zabetonowujmy wszystkiego."

Jeżeli ktoś z Państwa chciałby się sam zapoznać z wykładami, to jest dostępne nagranie części wykładowej na platformie YouTube.



Sesja warsztatowa była co najmniej tak samo interesująca jak same wykłady. Wszystkie tematy przygotowane przez organizatorów były bardzo ciekawe, ale jakoś trzeba się było zdecydować na jeden. Ja wybrałem przygotowanie Wrocławia w kontekście zmian klimatycznych. Wspólnie dość szybko doszliśmy do porozumienia, że faktycznie konieczne jest wdrożenie błękitnej strategii dla Wrocławia, przedstawionej przez panią prof. Alinę Drapella-Hermannsdorfer. Bez niej nie poradzimy sobie ani z coraz dłuższymi okresami z niedoborem opadów, ani z nawałnicami. Osobiście zgłosiłem też tematy niskiej emisji i wyspy ciepła. Mimo, że próbowałem skupić dyskusję na koniecznej rozbudowie systemu centralnego ogrzewania i znacznym rozszerzeniu programu wymiany starych pieców na paliwa stałe, co oczywiście spotkało się z aprobatą pozostałych dyskutantów, bardzo szybko zeszliśmy na tematy związane z kształtowaniem zachowań komunikacyjnych. Wiedząc, że już tydzień później odbędzie się kolejne spotkanie w całości poświęcone systemowi transportowemu aglomeracji wrocławskiej, w żaden sposób nie sugerowałem, żeby już wtedy podejmować te zagadnienia, ale po zaangażowaniu i determinacji współdyskutantów było widać, jak silne wśród mieszkańców Wrocławia jest pragnienie nowocześniejszego podejścia do infrastruktury komunikacyjnej w mieście i w gminach ościennych. To potwierdza słuszność organizowania dedykowanego spotkania konsultacyjnego, poświęconego właśnie rozwiązaniu problemów komunikacyjnych aglomeracji, na które wszystkich Państwa bardzo gorąco zapraszam. Spotykamy się już 17 października, ponownie w CRZ "Krzywy Komin".
Trwa ładowanie komentarzy...